Szpej wyprawowy – kuchnia i higiena
Jak przygotować się na wyprawę, czyli to i owo o „szpeju”
Część 2 – KUCHNIA I HIGIENA
Ta część to domena mojej małżonki 😊 która jest tradycyjnie kwatermistrzem na wyprawach. To ona ma w głowie ten system i to ona planuje i modyfikuje ten dział zabezpieczenia logistycznego.
Gdybym to ja był za to odpowiedzialny, zapewne starczyła by mi najprostsza kuchenka, menażka i niezbędnik 😊
Żarty żartami, ale teraz konkrety.
KUCHNIA
Naszą kuchnię przewozimy w 2 wojskowych amerykańskich skrzyniach i w sumie nie będę wymieniał co tam dokładnie się znajduje, bo jednym wystarczą plastikowe uniwersalne miski, a inni wożą ulubiona zastawę tworzącą namiastkę komfortu.
Najważniejsze elementy to:
- Kuchenka.
Z wygody używamy taniej, ale praktycznej kuchenki campingaz gdyż jest płaska, stabilna i daje podobne parametry jak niejedna domowa kuchenka gazowa. Dodatkowo jest przewożona w wygodnym pudełku, które można wszędzie upchnąć 😊 Wadą tej kuchenki jest szybkość zużywania kartuszy z gazem. Osobiście polecam te niebieskie oryginalne, których zabieramy zawsze z zapasem. Kuchenka campingaz posiada jednak reduktor i może to powodować potencjalne problemy. Dlatego też na zapas zawsze zabieramy prosty palnik Colemana z pół kilogramowa butlą na gwint.
- Naczynia.
To kwestia portfela i gustu. My używamy zestawu naczyń/garczków z aluminium jakiegoś wiodącego producenta 😊 co gwarantuje jakość, praktyczność i niską wagę zestawu.
- Lodówka.
Po latach używania lodówki/chłodziarki opartej na ogniwach Peltiera w końcu zakupiliśmy prawdziwa lodówkę sprężarkową. Lodówka chłodzi do bodaj minus 19 stopni albo i lepiej, ale temperatura pracy to tak naprawdę minus 2 może minus 3 stopnie. Lodówka posiada zabezpieczenie przed rozładowaniem akumulatora i zasilanie z gniazdka zapalniczki, a na kampingach z sieci 220V. Nieważne jakiej marki kupicie lodówkę i jakiej pojemności. Ważne tak naprawdę jest to żeby była to lodówka do aut 4×4 off-road. Większość lodówek z marketów typu Jula itd. to lodówki do kamperów i zwykłych aut, które nie generują takich drgań i wibracji jak nasze fury szalejące w terenie!
- Grille i inne przydaśki 😊
To co już sobie weźmiecie to już wasza fantazja. Pamiętajcie o tym ile zajmuje to miejsca, ile waży i czy aby na pewno to wykorzystacie 😊
- Woda.
Ile by jej nie było to zawsze będzie za mało.
My wodę wozimy w 3 wariantach/działach:
– woda pitna – butelkowana wg preferencji i uzupełniana na bieżąco
– woda gospodarcza/kuchenna – kanister 20 L z kranikiem
– woda gospodarcza/toaletowa – worek/bukłak na wodę armii szwajcarskiej z kranikiem, czarny wożony na wierzchu w bagażniku nagrzewa się na bieżąco

W kwestii kuchni możemy pójść na minimum lub zaszaleć. Jeszcze raz powtórzę – wszystko to powoli tworzy ilość i ciężar czyli coś co chcemy ograniczyć. Kwestię asortymentu sprzętu kuchennego trzeba przemyśleć i starać się o optymalizację. Przygotowywane posiłki i tak będą proste, niejednokrotnie jednogarnkowe lub 2 garnkowe 😊 typu ryż/makaron i sos z mięsem… co ja piszę 😊 Bierzcie jak najmniej, najwyżej kompan podróży będzie miał i pożyczy.
Ok. Garczki omówiliśmy.
WIKTUAŁY zwane dalej zapasami 😊
Nie jedziemy na pustynie… tam jest cywilizacja. I to niejednokrotnie produkty są tańsze niż u nas, a i asortyment jest lokalny, a jedziemy chyba też żeby posmakować czegoś innego – lokalnego.
Pamiętajcie – zabrane z Polski zgrzewki wody i piwa ważą swoje.
Moja rada – zabierzcie tzw. starter i żelazny zapas na w razie czego 😊 Warto mieć jakąś konserwę, jakiś sos i makaron żeby w razie „W” móc sięgnąć do zapasów i po powrocie powspominać jak paczka makaronu i sosu bolońskiego uratowały nam dzień w dziczy 😊
Nie bójcie się zakupów w sklepach na Bałkanach, jest jak u nas 😊 Płatność kartą działa w większości sklepów, przeliczniki są normalne i nawet nie poczujecie różnicy. Niejednokrotnie bardziej opłaca się płacić kartą niż kupować waluty w Polsce na zapas.
HIGIENA
Kosmetyki… no nie będę się wygłupiał 😊
Woda proszę Państwa to jest generalnie problem. Wcześniej wspomniałem o wodzie gospodarczej/toaletowej wożonej w bukłaku. Te 20 L to w sumie nasze minimum na 3 osobową rodzinę i zawsze jak tylko jest okazja uzupełniamy jej zapas. Wbrew pozorom w warunkach obozowych woda do podstawowych czynności toaletowych nie schodzi bardzo szybko. Nagle okazuje się że mycie zębów używając kranika z bukłaka nie zużywa tyle wody co w domciu. Poza tym w trybie wyprawowym podstawowa higiena nie jest tak złożona jak w warunkach domowych.
Będąc w Afganie rozmawialiśmy z francuzem, lekarzem wojskowym o higienie w warunkach specyficznych dla warunków wojennych co w sumie jest prawie równoznaczne dla aktywności outdoorowej. Lekarz ten powiedział, że w swojej praktyce stwierdził że nadmierna higiena nie jest korzystna dla naszej skóry… zbyt częste zmywanie powłoki ochronnej z naszej skóry powoduje poważne problemy dermatologiczne. Rozmowa ta była zresztą w kontekście praktyk toaletowych naszych kolegów z US Army którzy brali prysznic przy każdej nadarzającej się okazji (warunki pustynne) i borykali się z wieloma skórnymi problemami.
To tyle odnośnie wojennych opowieści 😊
Podsumowując – w warunkach wyprawowych tak naprawdę w czystości utrzymujemy głównie stopy, pachwiny, dłonie, twarz i zęby. Prysznic od święta 😊
A jak już jesteśmy przy prysznicu to polecam wynalazek jak poniżej

Plus kabina prysznicowa typu 2 sekundy z Decathlonu i jesteśmy jak w domciu 😊
Na koniec kwestia grzania wody.
Mamy kuchenki i grzejemy wodę na prysznic, nic prostszego. Ale jesteśmy na wyprawie, wyposażeni jak na koniec świata, jesteśmy trochę jak preppersi 😊
Poza tym magia żywego ognia, duch przygody, robienie czegoś niezwykłego 😊 To rozpalanie ognia i świadomość że zawsze przetrwamy… nawet bez kartuszy do kuchenki.
Polecam każdemu czującemu klimat i każdemu podróżującemu naprawdę daleko gdzie nie mamy marketu sportowego i zaopatrzenia w każdym mieście.

To kuchenka/czajnik typu wulkan polskiego producenta Survival Kettle.
PODSUMOWANIE
Cała kuchnia i higiena to dosłownie jedna niepełna skrzynia typu gorilla. W naszym Land Roverze Discovery 2 mamy zabudowę w której na spodzie mamy 2 takie skrzynie, kanister 20 L i skrzynkę z narzędziami.
Jedna Gorilla to sprzęt obozowy wszelkiej maści, a w drugiej mamy artykuły spożywcze. W sumie po tych kilkunastu latach wypracowaliśmy taki system, że lepiej orientujemy się co i gdzie leży w Land Roverze niż w domu 😊