Toyota Hilux Revo SR5 jako wyprawówka.
Drodzy fascynaci Offroadu, wszyscy szukający rzetelnych informacji o naszej pasji w każdym aspekcie.
Nadszedł czas na zrecenzowanie mojej Toyoty Hilux 🙂
Jak Wy, tak też i ja sam poszukuje testów sprzętu w internecie. Po latach dochodzę do wniosku, a raczej przekonania, bo podświadomie zdawałem sobie z tego sprawę, że treści nam przekazywane czy raczej sprzedawane mają tylko nakłaniać/motywować do konkretnego zakupu.
Z czego to wynika? Otóż nie zamierzam posądzać sieciowych recenzentów o złe intencje, wręcz rozumiem ich. Testują wiele modeli różnych marek, sprzęt do testów mają w sumie dość krótko i raczej nie wyrażają opinii sprawdzonej w gruntownej eksploatacji. Do tego… no cóż po fatalnej recenzji nie mogą oczekiwać że producenci są gotowi na konstruktywną krytykę 😊
W tym miejscu obiecuję Wam, że treści, a raczej moje recenzje dotyczyć będą tylko i wyłącznie sprzętu kupionego po głębokiej analizie, za własne pieniążki i opinię na jego temat wypracuję dopiero po konkretnej eksploatacji.
Jak już zapewne wiecie, od 14 lat jeżdżę Land Roverem Discovery 2 i co nieco już o nim napisałem. Tymczasem od listopada zeszłego roku posiadam Toyotę Hilux w wersji SR5… i od razu nadmienię, że Hilux okazał się naprawdę wielką przygodą i trudną miłością.
Dlaczego Toyota Hilux?
Mówiąc wprost, mam w sobie dużo pokory i nigdy nie broniłem wspaniałości Land Rovera jak niepodległości 😊 Słuchałem ludzi ze środowiska, obserwowałem, i tak naprawdę dałem się omamić mitowi Toyoty. Tak też po Landku mój wybór padł na Toyotę, jak najprostszą czyli Hiluxa.
Przejrzałem sporo materiału na www i YT i poza dobrymi testami głównie australijskimi nie ma polskiego testu czy raczej recenzji Hila używanego w terenie i wyprawowo.
A muszę nadmienić, że Hilux został przeze mnie kupiony głównie pod kątem wypraw offroadowych. Wyprawy takie to nie szukanie najcięższego terenu do pokonania z dala od domu i niejednokrotnie cywilizacji. To przygoda z której staramy się wrócić nie pokiereszowanym autem, pokonując tysiące km asfaltem 😊 Założenie było takie, że do zabawy w terenie zostaje Land Rover, a Hilux na wyprawy.
Moją recenzję i prezentacje modelu podzielę na kilka części.
Na pewno będzie to materiał bardzo emocjonalny i kontrowersyjny gdyż Hilux jest jednocześnie dobrym i fatalnym samochodem 😊
Na początek co nieco o samym Hilu w wersji katalogowej.
Nie będę przytaczał szczegółowych danych gdyż są powszechnie dostępne, a skupie się na parametrach, które zdecydowały o zakupie tego auta i o sprawach które mnie rozczarowały.
Dlaczego wersja SR5 czyli najsłabsza, w której mamy silnik 2.8. Otóż po doświadczeniach z samochodami osobowymi i Land Roverem stwierdziłem, że tym razem idziemy na całość i chciałem mieć po prostu auto mocne i dobrze wyposażone. Autem pokonuje długie trasy i dodatki typu AndroidAuto, aktywny tempomat, asystent pasa ruchu czy automatyczna skrzynia biegów są przydatne.
Można by spytać dlaczego nie wersja Invincible? Otóż w tym najwyższym (wówczas) modelu Hiluxa jedyną rzeczą, którą bym naprawdę chciał to nagłośnienie JBL 😊 Pozostałe dodatki nie były przeze mnie pożądane. Np. roleta skrzyni ładunkowej gdzie w moim przypadku i tak założyłem hardtopa, skórzana, a raczej skajowa tapicerka też jakoś mi nie leży. Auto nie jest do kopania się w błocie, które łatwo można właśnie ze skaju zetrzeć 😊 Na Bałkanach w lecie jak dla mnie lepiej robi zwykła tapicerka.
Kolejny czynnik którym się kierowałem to silnik.
Mamy tu dość nową jednostkę 2.8, 4 cylindry moc 204 KM i 500 Nm. Jest to niejako następca i uzupełnienie silnika 2.4 który może i jest już dopracowany i pewny, ale jednak jego parametry po doświadczeniach z td5 LRa nie były dla mnie satysfakcjonujące. Wiem, że silnik ten (2.8) trapiły początkowo problemy z zapychającym się filtrem cząstek stałych, ale obecnie mamy inny filtr i częstsze interwały wypalania… Najważniejsze jednak jest to, że to TOYOTA 🙂 z całym swym zapleczem serwisowym na całym świecie i dostępnością części do wszystkich modeli.
To chyba tyle w kwestii samego Hila 😊
Przejdźmy do mojego egzemplarza, jego modyfikacji, zalet i wad.
Kupując każde auto staram się zebrać wszelkie informacje na jego temat. Niestety o stosunkowo nowych modelach samochodów informacji jest mało i są one, że tak się wyrażę mało rzetelne i pochodzą głównie z recenzji samochodów testowych dostarczanych recenzentom przez producentów…
Jednak bogaty w zdobytą wiedzę po odbiorze auta rozpocząłem proces jego adaptacji do moich potrzeb.
Po pierwsze trwałość i odporność na trudy eksploatacji – konserwacja i modyfikacje.
O problemach z korozją Toyot słyszałem już niejednokrotnie i decyzja była prosta. Robimy dobrą konserwację, a przy okazji korzystając, że auto będzie już rozebrane przygotujemy go wstępnie do eksploatacji w terenie.
Zabezpieczenie antykorozyjne oparte jest na trwałej konserwacji, a nie woskach. Zakonserwowana została rama włącznie z przekrojami, a dodatkowo cały spód samochodu i skrzynia ładunkowa, oczywiście włącznie z przekrojami.
Poza konserwacją na praktycznie nowym samochodzie wykonano jeszcze kilka modyfikacji, które sprawiają, że Hilux wreszcie nadaje się do lekkiego terenu, czyli po prostu stał się wyprawówką 4×4:
- Osłonięcie spodu auta płytami aluminiowymi o rozsądnej grubości.
- Lift zawieszenia podnoszący o 2 cale i dodanie możliwości załadunkowych
- Montaż wyciągarki i płyty do jej osadzenia.
- Montaż progów stalowych dających ochronę w terenie, a poza tym na tyle mocnych żeby można było podnieść auto przy pomocy hilifta.
- Montaż stalowego tylnego zderzaka co ma ochronić tył auta oraz dać możliwość podpięcia liny wyciągarki czy kinetyka w razie potrzeby
- Snorkel i nadkola zamówione były już w salonie. Snorkel założono już w ASO, a nadkola dopiero po zrobieniu konserwacji.
- Pokrycie paki ochronna powłoką polimocznikową też zostało wykonane w ASO.
- Oklejenie samochodu folią PPF
W późniejszym czasie doszedł hardtop marki alu-cab z poprzeczkami pod namiot dachowy i nowe koła.
Koła to jednak szerszy temat.
Zdecydowałem się na rozmiar tylko o cal większy od standardu. 32 cale to niewiele, ale to optymalny rozmiar dla tego auta, który daje radę w bałkańskich koleinach, nie obciąża przy tym piast i całego układu przeniesienia napędu i układu kierowniczego.
Można by pokusić się o większe koła, ale tak naprawdę w przypadku auta wyprawowego dałoby to tylko ciut lepsze kąty, a szczególnie kąt rampowy. Z mojego doświadczenia wiem jednak, że przy 32 calach kąt rampowy jest zupełnie wystarczający jak na auto wyprawowe. Od czego mamy w razie czego osłony podwozia 😊
Co do większych kół, to być może kiedyś rozważę 33 cale, ale wówczas będę musiał podnieść budę względem ramy na podkładkach żeby zmieścić koła. Zabieg ten na pewno będzie miał wpływ na trwałość mechaniki, a przecież w wyprawówce trwałość i niezawodność to podstawa. Tak więc zobaczymy, może kiedyś emocje mnie poniosą i wejdą te 33 cale? 😊
Inne modyfikacje
To w sumie drobiazgi typu montaż radia CB, które jednak dalej jest niezbędnym akcesorium na wyprawach. Tak wiem, że są lepsze i wygodniejsze rozwiązania typu dobra krótkofalówka, ale tu chodzi o upowszechniony standard, którym długo pewnie jeszcze będzie stare dobre CB.
Kolejnym akcesorium jest namiot dachowy. W przypadku pickupa nie mamy innego wyjścia 😊 a temat samych namiotów poruszę w oddzielnym wpisie.
Ostatnią modyfikacją będzie zabudowa szufladowa skrzyni ładunkowej. Nie jest to prosta sprawa i cały czas szukam rozwiązań, które będę mógł podpatrzyć i ocenić na żywo. Jednak zakup jej to oczywista i konieczna sprawa. Oczywiście do tego dojdzie kwestia drugiego akumulatora, nowego kompresora do kół, zapasu wody itd.
W tym miejscu kwestię samego modelu Hiluxa i jego modyfikacji mamy omówione.
Przejdźmy do doświadczeń z jego eksploatacji.
Ostatnie 14 lat jeździłem Land Roverem Discovery 2 i to niestety bardzo rzutuje na moje doświadczenia z Hiluxem.
Hiluxa zakupiłem do trochę innego użytkowania niż Disco. W Discovery ważne były możliwości terenowe i wytrzymałość. Do tego Disco jest bardzo ergonomicznie zaprojektowany w teren, ma świetną widoczność z kabiny… tak, ale są to cechy wszystkich prawdziwych aut terenowych, a przedmiotem recenzji jest Hilux – samochód rolniczy i właśnie dlatego początki były trudne 😊
Sam nie wiem jak logicznie można opisać użytkowanie tego auta w offroadzie…
Wyjdźmy od stwierdzenia, że to mój pierwszy i ostatni pickup w życiu 😊 tak wiem, że zabrzmiało to dziwnie bo nie jest to złe auto. To auto do specyficznego zastosowania.
Generalnie posiada zespół cech dyskwalifikujących go i jednocześnie predysponujących do pewnych zastosowań i naprawdę nie jest to auto uniwersalne dla kogoś szukającego następcy swojego leciwego Discovery czy Land Cruisera.
Po pierwsze gabaryty tego samochodu.
A przede wszystkim jego długość i rozstaw osi. Te parametry powodują, że jest pakowny i ładowny co docenimy przemierzając bezkres szutrów centralnej Azji czy północnej Afryki bo to jest naturalne środowisko wyprawówki stworzonej na bazie Hiluxa.
Jednak w Europie czyli w Polsce czy na Bałkanach Hila gubi przede wszystkim jego długość. Pokonanie winkla nad przepaścią gdzie zupełnie przypadkiem część drogi blokuje kamyk o wadze tony powoduje, że tam gdzie zgrabnie przechodzą wszelkie normalne 4×4 wy zaczepicie zachodzącą tylną osią. A dzieje się to w miejscu gdzie już jesteście na krawędzi i nie ma mowy o nadrzuceniu tyłu 😊 Tudzież zmieścić się między powalone drzewa czy głazy z jednoczesnym manewrem kierownicą jest raczej problematyczne. Tak, długość to największy problem Hila.
Do tego dochodzi mimo wszystko słaba widoczność dookoła w ciężkich warunkach terenowych. Widoczność do tyłu to w sumie tylko lusterka co przy długości auta jest koszmarem. Z kolei do przodu też jest słabo z uwagi na samą konstrukcję pickupa, gdzie siedzimy dość nisko co w połączeniu z długą maską daje nam duże martwe pole obserwacji z przodu. Co by nie powiedzieć widoczność to słabość większości pickupów.
Inne ograniczenia wynikające z gabarytów to, że tak się wyrażę słabe dopasowanie Hiluxa do tzw. skrajni szlaków 4×4 stworzonych przez standardowe terenówki – w szczególności chodzi o promienie zakrętów między drzewami czy odbicia na stromych podjazdach.
Kończąc temat gabarytu musimy też pamiętać że posiadając naprawdę duże auto jesteśmy jednak bardzo ograniczeni w pewnych kwestiach, a dokładnie:
– gabaryt samej przestrzeni pasażerskiej jest bardzo ograniczony, a wygoda 2 rzędu siedzeń jest problematyczna
– przestrzeń bagażowa jest nieogrzewana, zapylona i z dostępem tylko z zewnątrz.
– długość tzw. paki jest dość krótka co sprawia że spanie na pace odpada bez dodatkowej zabudowy, a używając go jako np. „meblowozu” okazuje się że jest naprawdę krótka 😊 i większe elementy zawsze wożę w Disco.
Druga sprawa to nastawy zawieszenia
Nie czarujmy się, jest to auto rolnicze 😊 typowy pickup z resorem z tyłu.
Na czarnym zachowuje się bardzo poprawnie i nie mam mu nic do zarzucenia… dopóki nie pojawi się tzw. „śpiący policjant”. Tutaj ujawnia się charakterystyka jego zawieszenia. Niestety tył to deska i niewiele możemy z tym zrobić. Nigdy pickup nie będzie jeździł tak jak byśmy sobie tego życzyli, przejazd przez poprzeczną nierówność to zawsze miękkie przejście przedniego zawieszenia i strzał w plecy od tylnego 😊
Szczególnie problem widoczny jest jeżdżąc na pusto. Dopiero montaż hardtopa i namiotu czyli jakieś 150 kg spowodowało że jest odrobinę lepiej. Jednak pełne załadowanie Hila wyprawowo sprawia, że temat zawieszenia staje się prawie pomijalny.
Pośrednio właśnie to co omówiłem powyżej jest powodem, że to auto jedynie robocze i wyprawowe. Hilux w ciężkiej pracy i obładowany na wyprawach pokazuje co naprawdę jest wart.
Wszelkie moje wyjazdy w teren na Podhalu na pusto to dramat. Lekka tylna oś zupełnie nie ma trakcji co sprawia, że wyciągarka staje się niezbędna. Kumulują się wszystkie wady pickupa czyli jego gabaryt i zawieszenie.
Z kolei na wyprawach mając auto solidnie załadowane okazuje się, że swymi możliwościami miażdży wszelkie Land Cruisery czy Discovery. Solidna tylna oś nie poddaje się, nie dobija, nie siada, auto wreszcie jest w swoim żywiole i pojawia się wreszcie trakcja 😊
Ale powiedzmy sobie szczerze – Na Bałkany nie zabieramy Bóg wie czego i zdolności ładunkowe zwykłego 4×4 starczają, i właśnie ten zwykły Discovery na pewno będzie dużo lepszym wyborem niż pickup. Tak wiem masa firm w tym i ja użytkuje pickupy. Ale wynika to z tego że jeździmy po szlakach które znamy, wiemy gdzie nie podołamy i co ważne są to trasy przygotowane do zabawy i widoków, a nie do ciężkiej walki. Jadąc samodzielnie, eksplorując tak naprawdę nigdy nie wiecie w co się wpakujecie 😊 a wtedy raczej zawsze lepszy będzie klasyczny 4×4.
Podsumowując powody dla których mój wybór padł na Hiluxa:
- W teren w Polsce i na właściwą eksplorację Bałkan mam Land Rovera Discovery 2.
- Jadąc na wyprawy zorganizowane wiem gdzie jadę i wiem, że pickup da radę i że nie ma tam miejsca na szaleństwa.
- I co najważniejsze – Hiluxa kupiłem jako nowe auto z uwagi na koszt i jego potencjalne zastosowanie. To auto ma zrobić ze mną moją wytęskniona Azję Centralna i Afrykę Północną – czyli miejsca pod które go stworzono 😊
Na koniec silnik i skrzynia biegów czyli „mocy przybywaj”
Tu nie będę się rozwodził. Moc jest 😊 Te 204 KM i 500 Nm robi robotę.
Sam silnik ma paskudną kulturę pracy, ma duże wibracje, aż drży maska silnika 😊 Nie ma szczególnej przyjemności w słuchaniu odgłosów jego pracy, nie jest tak jak w td5 LRa gdzie dźwięk 5 cylindrów jest bardzo przyjemny. Ale jest za to moc, moc której nigdy nie brakuje. Tak, z silnika jestem zadowolony i mam nadzieję że jego eksploatacja utwierdzi mnie w tym przekonaniu.
Szczególnie zadawalające jest spalanie, mimo że początkowo miałem wrażenie że dużo pali. Jednak mając na uwadze moc to jest dobrze.
– Podhale cykl mieszany – 12-13 L
– trasa przez choćby Słowację (usiana ograniczeniami prędkości) – poniżej 10 L
– w cyklu wyprawowym np. Bałkany – 12,5 L
– w cyklu mieszanym typu asfalt, szutry, np. Pribałtyki to 10,5 L
Skrzynia biegów. To mój pierwszy automat, choć miałem sposobność jazdy autami w automacie. Początkowo wolałem manual z wielu powodów użytkowych jak np. przewidywalność czy też zapalanie „na popych”. Jednak automat Toyoty zachwycił mnie – zmienia biegi dokładnie tak jak bym sobie tego życzył, nie szarpie, nie zamula, nie ma zwłoki. Tak, jestem bardzo zadowolony i nie wyobrażam sobie już tego auta w manualu.
Dodatkowo w terenie, szczególnie cofając na winklach pod górę nad przepaścią, cofając do drugiego podejścia w zakręcie tego gabarytu 😊 nie ma luzów wagonowych, nie ma poślizgów, nie ma strzelania ze sprzęgła, nie ma ślizgania sprzęgła. Automat to jednak przydatny wynalazek 🙂
Jedynie co nie daje mi spokoju to sterowanie tym sprzętem. Tu już nie ma wajchy, nie ma cięgien, tu nie wejdę pod auto i kombinerkami nie zapnę lub nie wypnę reduktora. Tu wszystko jest na przycisk, to elektryka/elektronika, zawodna czasem, a do tego błędy i tylko komputer. W górach może zrobić się naprawdę nieciekawie, a znam przypadki nowych Hiluxów gdzie to zawiodło i było po udanej wakacyjnej wyprawie.
Ale bądźmy dobrej myśli. Mój Hilux zrobił już kilka dużych wypraw, był ostro traktowany w terenie i nie zawiódł, choć odgłosy jakie wydaje są różne i nie ma jakiegoś standardu przypisanego do danej operacji zapinania. Ale tak chyba ma być.
Kilka słów o ergonomii…
No dobra. Powiedzmy sobie szczerze, jest bardzo problematyczna.
O ile na asfalcie możemy porównywać ją do tej z auta osobowego i trasy w sumie są niemal przyjemnością… no może poza brakiem regulacji odcinka lędźwiowo krzyżowego kręgosłupa, ale to można załatwić sobie awaryjnie specjalną wkładką – poduszką 😊
To już w terenie jest fatalnie:
- Siedzimy za nisko i za płasko.
- Długa maska w połączeniu z pozycją to duże martwe pole obserwacji z przodu szczególnie na podjazdach
- Słaba widoczność dookoła kabiny
- Ogólne poczucie odcięcia od samochodu
Ale jak już wspomniałem to pickup.
Przejdźmy do podsumowania wad i zalet tego modelu
Zacznę od tego, że jeżdżąc 14 lat Land Roverem cały czas docierał do mnie przekaz – Land Rover to samo zło 😊 tylko Toyota.
I mimo że LR nigdy mnie poważnie nie zawiódł i okazał się ponad przeciętnie trwały (ale o tym już pisałem) postanowiłem spróbować jakości Toyoty 😊
Nie ukrywam, że zawiodłem się. Nie jest aż tak różowo, choć pewnie dotyczy to wszystkich aut z obecnych czasów.
Parametry użytkowe i zastosowanie Hiluxa w różnych warunkach już omówiłem wcześniej, teraz skupie się na szczegółowych cechach tego modelu.
Zalety:
- Mocny silnik i naprawdę dobra automatyczna skrzynia biegów
- Spore możliwości załadunkowe
- Ogólne parametry użytkowe pod kątem auta wyprawowego
- Bogate wyposażenie wersji SR5 – przede wszystkim AndroidAuto co daje mi możliwość wyświetlania poza Garminem map choćby osmanda i google maps, aktywny tempomat jakże przydatny w długich trasach
- Umiarkowany apetyt na paliwo
- Dobre parametry trakcyjne na asfalcie czyli na przelotach co jest zasługą listwowej przekładni kierowniczej
- Nienajgorsza trakcja w terenie przy obciążeniu auta
- Rozbudowana sieć serwisowa Toyoty na całym świecie, choć zdaję sobie sprawę że w przypadku tego silnika nie jest tak do końca różowo
- Prawdopodobnie z biegiem lat dostęp do części będzie zadowalający
- Ogólna przyjemność z jazdy tym samochodem – LR to jazda klasyczną motoryzacją, tu z kolei odpoczywamy jak w osobówce… może trochę bezpłciowo ale takie czasy
Wady
- Zacznę od umiejscowienia wlewu adblue w komorze silnika – kto to wymyślił…
- Oczywiście fatalna ergonomia i brak regulacji fotela w części l-k.
- Układ kierowniczy… no cóż powiadają, że jest bardzo responsywny, mi to określenie jakoś nie leży ale cóż. Wiemy że przekładnia listwowa w LC95 była fatalna, wiemy że w LC120 ja ponoć poprawili. Osobiście się nie wypowiem, ale mam jakieś przeczucie że naprawy jej będą częste i nietanie 😊 Kierownica przenosi wszelkie nierówności nawierzchni w nieprzyjemny sposób i jeśli używamy Hila w cyklu budowlanym czyli asfalt – szuter to dramatu nie będzie. Jeśli jednak pokonujemy Hilem kilometry fatalnych szutrów i górskie szlaki to naprawdę czuć na kierownicy że ten układ lekko nie ma. Jadąc LRem wszystko jest płynniejsze, zawias pracuje przyjemnie, a układ kierowniczy nie dostarcza nam tylu bodźców. Zresztą przekładnia kątowa w Disco jest bardzo prosta i trwała i dzięki temu przenosi dużo większe siły poprzeczne od magla. Pożyjemy, zobaczymy, ale na razie te same odcinki Hilem pokonuję połowę wolniej niż Disco, a upuszczaniu powietrza z opon nie ma końca 😊 Zawsze mam wrażenie że jest jeszcze za twardo.
- Bak paliwa. Dziwne? Otóż tak – dziwne. Katalogowo ma pojemność 80 L, jednak po zużyciu 60 L pojawia się zasięg równy 0 (zero) 😊 Tankując widzimy, że w baku jest jeszcze 20 L. Dlaczego tak jest? Chodzi o np. chłodzenie i smarowanie pompy paliwa? Być może. Zasięg zgodny z komputerem jest niewielki jak na auto wyprawowe. No właśnie, a może jednak Hil jest tylko autem rolniczym z którego my na siłę robimy wyprawówkę?
- Jakość plastików wnętrza i montaż. To woła o pomstę do nieba. Auto dla robotnika, rozumiem że plastiki są twarde i mi to pasuje akurat w tym aucie. Ale dlaczego rysują się tak strasznie, rysuje się wszystko – szybka na zegarach od odkurzania i przetarcia, plastiki deski od np. wiszącego kabelka, boczki drzwi sam nie wiem od czego. A do tego jest to tak spasowane i wykonane że dramat. Do tego rysujący się ekran nawigacji i strzępiąca się góra deski rozdzielczej…
- Jakość blach – problemy z korozją karoserii pewnie jeszcze przede mną, ale rama na spawach była zardzewiała już w chwili odbioru z salonu… Jednak to nie prawdopodobne jak cienkie i miękkie są blachy karoserii 😊 nie widziałem jeszcze auta gdzie do wgnieceń dochodzi tak z niczego – ani gradu, ani niczego innego katastrofalnego… ot tak wgniotki pojawiają się chyba z niczego.
- Powłoka lakiernicza. Tu powiem szczerze, że opieram się na opiniach innych użytkowników, ale z tego co wiem lakier jest cienki i bardzo miękki wręcz słaby. Ja nie ryzykowałem i okleiłem samochód folią PPF.
- Przednie tarczowe hamulcowe i zaciski są tak zaprojektowane, że łapią wszelkie kamyczki i żwir, piszczą, a raczej wyją dopóki kamyk się nie zetrze. Zresztą są tak fatalnie zaprojektowane że klocki słabo odbijają i po prostu piszczą. Ostatnio doszło jeszcze przyklejanie się klocków do rozgrzanych tarcz. Dramat. Kolejna dziwna sprawa – mamy XXI wiek, auto renomowanej marki, mające wozić ciężkie ładunki w różnych warunkach. A z tyłu mamy hamulce bębnowe. Do tego są słabe i podatne na uszkodzenia spowodowane sypką nawierzchnią choćby na budowie czy u nas w terenie. Tego nie zrozumiem.
- Może drobiazg, ale tłukące się mocowanie koła zapasowego.
- Ogólne dziwne nieprzyjemne odgłosy dobiegające od zawieszenia i napędów podczas jazdy w terenie wynikające z tego, że auto się samo rozkręca 😊 a dokładnie wszelkie osłony – u mnie płyty MORE4x4 odkręcają się od ramy, a dokręcone powodują dziwne odgłosy pracy zawieszenia i przekładni kierowniczej – masakra
- Stopień skomplikowania i koszt serwisu. Co będzie w przypadku usterki radaru aktywnego tempomatu skoro tylna lampa kosztuje 6200 zł?
- Delikatna elektronika – lekkie poruszenie przedniego zderzaka powoduje błędy systemu anty kolizyjnego i czytania znaków drogowych co wymusza ich ponowną kalibrację.
- Na koniec rdza. Mityczna rdza aut produkcji japońskiej. W tym egzemplarzu rdza na spawach ramy i też w innych miejscach ramy była już w momencie odbioru z salonu. Do tego brak absolutnie żadnego zabezpieczenia antykorozyjnego w aucie, które ma pracować w naprawdę ciężkich warunkach zgodnie z przeznaczeniem. Podłoga karoserii prawie nie pomalowana, napylone 30 mikronów… W efekcie nowe auto musimy dodatkowo zabezpieczyć antykorozyjnie niemałym kosztem żeby pojeździło chociaż parę lat dłużej.
Podsumowanie.
Jak widzicie Hilux nie jest autem uniwersalnym. Nigdy nie będzie to prawdziwa dająca frajdę terenówka, a jednocześnie jest to wspaniałe auto wyprawowe gdzie nie szukamy na siłę offroadowych wrażeń.
Tak naprawdę jest nieźle zaprojektowany, ma niezłe parametry, może się podobać i mam nadzieję że nie będzie bardzo problematyczny w kwestii awaryjności.
Wszystko ok, z małym ale…
Gdzie ta mityczna jakość Toyoty? Rozumiem że w kwestii ergonomii auta japońskie zawsze odbiegały od pewnych europejskich standardów 😊
Ale to jak wykonane jest to auto woła o pomstę do nieba, jakość plastików wnętrza, korozja, akustyka zawieszenia, te odgłosy… Nie tego spodziewałem się po nowym samochodzie.
W moim przypadku zakup Hiluxa w moich obecnych warunkach finansowych i jego potencjalnego zastosowania był właściwym posunięciem. Jest to chyba jeden z ostatnich diesli bez drakońskich norm ekologicznych i innych ekologicznych patentów. Ponadto musimy powiedzieć sobie szczerze – mimo jego wszelkich wad i niedoróbek to wg mojej opinii jedno z niewielu aut, którym jeszcze ufam. Niestety nie ufam nowym Land Roverom, może poza lepszymi wersjami Defenderów z większymi silnikami na które mnie nie stać, nie leży mi Isuzu z silnikiem 1.9, na jakość Fordów Rangerów napatrzyłem się w wojsku, Mitsubishi L200 jest już historią, G-klasa to cenowe s-f, Land Cruiser 150 w wersji do terenu czyli z blokadą tylnego mostu w tym momencie jest dla mnie za drogi… a używane już mam 🙂
Toyota Hilux mimo, że jest wytworem obecnych czasów w motoryzacji jest jednak marką samą w sobie, jest popularna, jest wszędzie naprawialna, nie jest brzydka 🙂 wg Australijczyków jest najbardziej odporna na busz i najbardziej terenowa ze współczesnych pickupów.
Przyszłość mojego Hila.
Po kilku miesiącach miałem ochotę się go pozbyć, jednak włożyłem w jego modyfikacje sporo pieniędzy i nawet w związku z tym jestem na niego skazany na dłużej 😊 Myślę, że Hilux na długo będzie moim koniem roboczym.
Jednak kolejne auto 4×4 będzie już kupowane bardziej sercem będzie bliższe wizerunkowi prawdziwego auta terenowego.